sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 2

-Więc...
-Nie zaczyna się zdania od więc- burknął Kris.
-Boże, poucza mnie cheerleaderka.
-Cheerleader.
Jongdae przewrócił oczami.
-Jeden pies. Więc~ - powtórzył. - Serio umiesz zrobić salto? I szpagat? Nawet ten francuski? Nie boli cię wtedy... - spojrzał na niego przestraszony.
- Boli jak cholera. Raz robiłem i nie chcę więcej. To tak jakby ktoś ci rozrywał... Tam.
Jongdae skrzywił się lekko na samą myśl.
-Dlaczego tak właściwie chciałeś zostać cheerleaderem? Cheerleaderką?
-Po prostu to lubię- wzruszył ramionami chłopak.
-Lubisz, jak ci rozrywa krocze czy jak robisz piramidę i możesz zajrzeć pod spódnice koleżanek?
-Żartujesz- Kris przewrócił oczami.-Po prostu lubię taniec i zagrzewanie innych do walki. Na przykład przystojnych koszykarzy...
- Koszykarzy... Tak, koszykarze są spoko.
- A ty co tańczysz?
-Wszystko- teraz to Jongdae wzruszył ramionami.-Lubię choreografie damskich zespołów... Ale i tak nie dorównuję swojemu kumplowi. On chyba się w złej płci urodził.
Zaśmiali się cicho.
- Myślisz, że tamci się pogodzą?
- Nie wiem. Są tacy... Uh. Inni. To znaczy... Mają inne charaktery.
- Dobrze, że my się nie kłócimy! - Wykrzyknął entuzjastycznie Chen. Jego współlokator pokiwał głową. Bałby się zadzierać z tym chłopakiem. Niby mały chochlik, ale po tym wysadzeniu drzwi... Gdyby zrobił z nim to samo, to nici z dostania się do tutejszej drużyny cheerleaderek, a na to nie mógł pozwolić. 
***
Kai gdzieś polazł. Powiedział Baekhyun'owi, że musi odwiedzić przyjaciół ze starszych klas.
- Uh... Przydałoby się pójść do Key, bo potem strzeli focha... - wymruczał cicho Baek i wyszedł z pokoju. Key był na boisku, paradował w spódniczce i machał pomponami.
-Soojung, na litość, z entuzjazmem!
Nowoprzybyły zaśmiał się cicho.
-Bummie~
-BAEKKIE!- kapitan drużyny cheerleaderek rzucił pompony i wpadł w ramiona przyjaciela.
- Co tam u ciebie, Kibummie...? Jeszcze dobrze się rok szkolny nie zaczął, a ty już ich męczysz? - nagle zauważył Kris'a. „A ten co tu robi?” - przeleciało mu przez myśl.
-Ktoś musi... Wyobraź sobie, mamy drugiego faceta w składzie!
-To mój znajomy. Prawie.
-Ah, Baekkie, dlaczego ty się nie zapiszesz?
-Mówiłem ci, mam inne sposoby na aktywność fizyczną.
-Taaa. Ale za duże wymagania. Nie znajdziesz nikogo z takim wielkim...
-Park Chanyeol. Mieszka niedaleko mojego pokoju. Koszykarz. Miałem okazję dyskretnie się przyjrzeć. Zajęty, ale to kwestia czasu.
-Ty i twoja miłość do wielkich penisów...
- Powiedział co wiedział. A ty kogo teraz masz? - Key zarumienił się lekko. - Key... Rumienisz się i... Chwila. Ty się rumienisz? Ty? Weź przestań.
- Ja się nie rumienię. Ja... To od zmęczenia!
-Hej, Kociaku.
Kim Kibum chyba nigdy nie był aż tak czerwony. Umięśniony chłopak o uśmiechu dinozaura objął go w pasie.
-Jongie, mam trening.
-Plotkujesz.
-To dalej trening.
- Niech ci będzie - dinozaur pocałował go lekko w usta, uśmiechnął się. - Do zobaczenia później - powiedział mu do ucha przygryzając je przy tym, a następnie odszedł, zostawiając za sobą czerwonego chłopaka.
-Wow- powiedział Baekhyun, uśmiechając się z niedowierzaniem.-Niezły jest.
-Nie mów tak o nim!- wywarczał starszy, nagle mrużąc oczy.
-Czekaj. Chwila, moment. Czy ty się zakochałeś?
-Nie! To nie tak!
-Przecież widzę. Jesteś zazdrosny, ale przed chwilą miałeś taaaką rozmarzoną minę~
-Zamknij mordę, Byun.
Chłopak zachichotał.
-Okay, miłej zabawy z dziewczynami, a potem z Dino. Idę wyrywać gorące partie i unikać swojego współlokatora.
-A kto nim jest?- zaciekawił się Key.
-Kai. Tak się przedstawił.
-Kim Jongin? Przecież to... To...- starszy zakrył usta dłonią.
-No kto?
-Młodszy brat Jjonga i jednocześnie jeden z najgorszych ludzi, jakich można spotkać w ciemnym zaułku.
- Serio? Dlaczego? To znaczy... Zauważyłem, że jest jakiś nie ten...
-Myślę, że ciężko znosi popularność brata. Uważaj, Baekkie.
- Popularność? Przecież Jjong nie jest aż tak popularny... Prawda?
- Uh... Pamiętasz jak w tamtym roku mówiłem ci, że podoba mi się chłopak, który jest kapitanem szkolnej drużyny, przewodniczącym szkoły i w ogóle? - Baekhyun pokiwał głową. - To jest właśnie Jonghyun...
- No i co w związku z tym?
- A to właśnie, że - w tym momencie na boisko wszedł Kai z „kolegami”.
- HEJ, BRACISZKU!
Jonghyun, który grał w piłkę, odwrócił się powoli. Uśmiechnął się sztucznie.
-Jongiiiin! Znalazłeś sobie kolegów!
-Tsa.
-Ummm... Chwila moment. Jackson?- mruknął, marszcząc brwi.
- Coś się szykuje... - wymruczał Kibum.- Koniec treningu! - krzyknął.
- Tak, a co? - powiedział Jack.
-Nic, nic- mruknął Jonghyun.
-Super- Kai wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
- Hej, Luhan, zobacz... Coś się dzieje - Kyungsoo patrzył przez okno na rozgrywającą się scenę.
- Kai, zgaś to z łaski swojej... - powiedział Jonghyun.
-A bo co?- młodszy Kim wydmuchnął bratu dym w twarz. Jong skrzywił się.
- Albo stąd odejdź. Jongin, zachowujesz się jak dziecko - Jjong zabrał Kai'owi papierosa, rzucił na trawę i go zdeptał.
-Pfff. Ja nie kradnę zabawek innym dzieciom.
-Oddaj paczkę.
-Pierdol się, braciszku.
- Kai, przestań się tak zachowywać. 
- Dlaczego? Nie jesteś moim ojcem. Nie, czekaj. Ojciec w ogóle się mną nie przejmuje. Więc... Mogę palić.
-Tak długo, jak jestem przewodniczącym, nie możesz.
Jongin posłał mu wyzywające spojrzenie.
-I co mi zrobisz? Zakażesz oficjalnie? Poskarżysz się dyrektorowi? A może tatusiowi? Jakby ich to obchodziło.
- Przestań, przecież wiesz, że się o ciebie martwią...
- Martwią? Mówiąc mi przez całe życie: Jonghyun ma najlepsze wyniki w szkole, Jonghyun jest przewodniczącym, Jonghyun to, Jonghyun tamto! - dinozaur zrobił głupią minę.
- Kai. Uspokój się.
- Dobra. Mam cię dość. Idę stąd. Nara! - zaczął kierować się do wyjścia. - Hejooo, Baekhyunnie! - wykrzyknął jeszcze w stronę Baek'a i odszedł.
Kyungsoo odsunął się od okna.
-Jak on może tak niszczyć sobie zdrowie?
-Co?- zapytał Luhan.
-Palenie- prychnął z pogardą Koreańczyk, jednocześnie nie mogąc się pozbyć obrazu dymu wydmuchiwanego spomiędzy pełnych warg Kai'a. Przeklinał swój dobry wzrok. - Nie zauważyłeś?
- Uh... Tak jakby. Widziałem, że coś trzymał w buzi, ale niezbyt dobrze.
- Nie rozumiem, jak ludzie mogą robić sobie coś takiego. Przecież to okropne.
-Masz rację. Zepsuje sobie płuca.
-I cerę. Włosy. Wszystko.
-Biedactwo- westchnął Lu, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Sam to sobie zrobił - stwierdził Soo. - Przecież nikt go do tego nie zmuszał. Jeżeli chce się niszczyć, to niech to robi. Tylko, żeby innym nie psuł zdrowia.
- Uh... W sumie masz rację. A tak swoją drogą... Ciekawe o co im poszło, co nie?
- Nie wiem - Kyungie wzruszył ramionami i wrócił do swojej książki.
Tym razem jednak nie mógł się skupić, a wszystko przez wyobraźnię i ten obraz. Nie rozumiał jak Kai może się tak zachowywać. To było takie dziwne. A
przede wszystkim dziwne było uczucie formujące się w jego wnętrzu, gdy myślał o tych ustach. Zastanawiał się, czy są szorstkie i popękane, czy może miękkie... Pokręcił głową. Nawet nie zna tego chłopaka. Tylko z imienia. I tego, że siedział z nim przy ścianie. Ale w chwilę potem pomyślał, że Kai ładnie wygląda w poluzowanym krawacie i rozpiętym mundu... Stop. Musi przestać tak myśleć. Musi przestać myśleć o kilku rozpiętych guzikach koszuli, o odważnym uśmiechu i miękkim, głębokim głosie... No cholera. „On nawet nie musi być gejem...” - pomyślał.
-Wszystko ok?- zapytał Luhan.
-Nie wiem...
- Coś się stało?
- Nie, po prostu... Myślałem... Jak to jest być kimś, kim się nie jest... - skłamał. Przecież Luhan nie może się o tym dowiedzieć.
-Nie łapię- mruknął Chińczyk, marszcząc brwi.
-Hej!
Soo uniósł głowę.
W drzwiach stał Kai i uśmiechał się do niego. Nadal czuć było od niego papierosy. Kyungie skrzywił się lekko.
- Co tu robisz? - zapytał uprzejmie. Nie lubił tego zapachu. Był taki... Obrzydliwy, duszący. Otworzyłby okno, ale nie chciał, żeby to źle wyglądało.
-Przyszedłem zobaczyć, czy jesteście gotowi na imprezę.
-Ummmm.
Kai popatrzył na Kyungsoo z szerokim uśmiechem.
- Jeszcze nie - odparł Luhan, widząc zakłopotanie na twarzy Soo. - Więc... Może dasz nam się przygotować? - zapytał delikatnie.
-Jasne, zaczekam pod drzwiami. Miłej zabawy z przygotowywaniem się~
- Tsa, dzięki - kiedy wyszedł, Kyungsoo otworzył okno. Uh. Papierosy. Ble. Luhan zaśmiał się cicho.
- No co?
- Masz kwaśną minę - mówili cicho, żeby nikt ich nie usłyszał. Kai mógł stać za drzwiami.
- Uh. Nienawidzę zapachu dymu. To obrzydliwe.
-Ale patrzysz na niego całkiem fajnie.
- Oj tam. Nie mógłbym być z kimś kto pali - powiedział, nakładając koszulę w czarno-czerwoną kratkę. Przymknął na chwilę oczy, wyobrażając sobie coś takiego: on w ramionach Kai'a. Zamarł. Gdyby mógł posmakować tych ust.
-Soo! Wracaj na ziemię!
- Już jestem. Która godzina?
- W sumie możemy już iść.
- A, ok...
Wyszli z pokoju.
-Wooow. No nieźle, nieźle- uśmiechnął się Kai, mierząc ich wzrokiem. Odwzajemnili uśmiechy. Reszta też już wyszła z pokoi. Cóż za zbieg okoliczności. Luhan poszedł pogadać z... W sumie sam nie wiedział. Chciał z kimś pogadać. Pozostała dwójka szła w ciszy.
- Tak naprawdę nazywam się Kim Jongin - powiedział nagle Kai, wyrywając tym samym Soo z zamyślenia.
-Brzmi o wiele ładniej niż Kai. Pasuje do ciebie- uśmiechnął się niższy nieśmiało.
- Dzięki, młody. Tylko jest mini problem. Nie lubię swojego imienia.
-Dlaczego nie?- Kyunsoo zmarszczył brwi.
- Uh, to długa...
- Kaaai! Siema...!
- Idź do nich - powiedział Soo, uśmiechając się niepewnie.
-Miło się gadało- wyższy poczochrał jego włosy i pobiegł do grupki innych chłopaków.
W tym samym czasie Luhan rozmawiał z Zitao, czyli emopandą.
- Czemu... Jesteś taki smutny? - zapytał.
-Moje życie nie ma sensu.
-Każde życie ma sens!
- Jesteś już drugą osobą, która mi to mówi - burknął. - Uh... Twoje też by nie miało gdyby...
- Gdyby, co?
- Gdyby przyjaciele cię zostawili, a człowiek, którego kochasz opuścił.
Luhan umilkł nagle. Popatrzył na smutnego chłopaka i westchnął cicho. Było mu ciężko słuchać takich rzeczy.
-Ale jesteśmy tutaj z jakiegoś powodu, prawda? Rozejrzyj się. Dookoła jest masa cudownych ludzi. Możesz się odciąć od przeszłości- powiedział łagodnie.
- To nie takie łatwe. Ludzie mogą być najlepsi na świecie, ale ciężko jest komuś zaufać... Jeżeli wszyscy opuszczają... Zawsze tak jest. Myślisz, że jesteś szczęśliwy, ale nigdy nie będzie tak cudownie. Coś się zawsze musi spieprzyć.
-Wiem, że jest trudno. Ale ciesz się tym, że panujesz nad swoją przyszłością. Nie każdy ma taką możliwość.
- Uh... Nie wiem... Nie mam dość siły. Jestem za słaby. Wiem, że to głupio brzmi, ale taka jest prawda. Wszyscy ode mnie odchodzą. Tak już jest i tyle. (Czy mi się wydaje czy próbujesz zrobić z Tao męską wersję mnie? -Naree) (nie, po prostu robię męską wersje siebie :( /Y)
- Nie wiesz jacy oni są... Może spróbuj...
- Nie rozumiesz. Jasne, mogę spróbować, ale... Nie wiem, czy ze mną wytrzymacie.
- W takim razie my też spróbujemy - uśmiechnął się. Weszli na salę. Grała głośna muzyka. Byli tu uczniowie nie tylko z klas pierwszych.
-No kurwa- jęknął pod nosem Kai, widząc swojego brata z kapitanem cheerleaderek. Starszy jednak kompletnie go zignorował, ku uldze młodszego. 
-Boże, kto wybrał tak słabą muzykę?- jęknął Jongdae. Xiumin westchnął. 
-Wybacz, zostawiłem to Suho...
- Na szczęście, na takie sytuacje mam swoją... - mruknął cicho i poszedł w stronę pulpitu. Szybko podłączył komórkę. Momentalnie z głośników poleciała najnowsza piosenka Jay'a Parka, co spotkało się z ogólną aprobatą. 
- Nareszcie coś normalnego~
Xiu popatrzył na niego z zachwytem. Jakimś cudem ten chłopak zmienił muzykę, a Suhy jeszcze nie przyleciał. Chen wrócił szybko i zaczęli tańczyć. 

***

Impreza już na dobre się rozwinęła. Nagle usłyszeli krzyk Kai'a. Z kimś się kłócił. I to nie z kimś z jego gangu, bo jego koledzy stali za nim w razie potrzeby. Jakiś drobny chłopak przed nimi pyskował z wrednym uśmiechem. 
-Spieprzaj stąd, zanim przegniesz, Yoseob. 
-Oj, co mi zrobisz?
Kai zacisnął pięści i po chwili jego przeciwnik poleciał w tył. Kyungsoo patrzył na wszystko wielkimi oczami. Nie wiedział, że Kai jest do tego zdolny. To znaczy wiedział, ale nigdy nie chciał być tego świadkiem. Chłopak zwany Yoseob szybko się opamiętał i odparł atak. Wszyscy się odsunęli. Oprócz Kyungsoo. 
- To twoja... Dziewczyna?
Soo spojrzał z niedowierzaniem na chłopaka. Co? Poczuł jak ktoś ciągnie go do tyłu. 
-Uważaj, bo robi się niebezpiecznie- syknął Baek. 
-Pierdol się- powiedział łagodnie Kai, jednocześnie znów go uderzając. Z wargi Yoseba pociekła krew. Znowu go walnął. 
- Na miłość boską, Jongin, przestań! - krzyknął w końcu Soo. Wszyscy na niego popatrzyli. Ciskał gromami z oczu. Nienawidził, kiedy ktoś się bił. Kai spojrzał na niego, a potem znowu odwrócił się do chłopaczka. Znowu uderzył. - Jesteś taki niedojrzały! - wrzasnął i wyszedł z sali. Jongin stał przez chwilę jak sparaliżowany. 
- Kai. Zostaw go proszę - usłyszał głos brata. Pokiwał głową. Jeszcze nikt nigdy nie przerwał mu bójki. 
*** 
Luhan wszedł do pokoju i usłyszał cichy śpiew. Popatrzył na Kyungsoo, który siedział i śpiewał. 
-Wszystko w porządku?
-Nie.
- Posłuchaj... On stoi za drzwiami. Czeka na cie... 
- Nie obchodzi mnie to. Możesz powiedzieć mu, że śpię albo coś. 
-Soo... 
Zignorował Luhana i wrócił do śpiewania. 
- Nie wyjdzie. 
- Dlaczego nie? 
- Nie wiem. Nie chce, nie może, nie wiem. Po prostu nie wyjdzie. 
- Okej. Powiedz mu, że przyjdę jutro... 
- Powiedz mu, żeby w ogóle nie przychodził! - dało się słyszeć głos Kyungsoo. 
-Trochę będzie trudno- mruknął Luhan.
-Cholera. Zabiję swoją siostrę. 
-Co ona ma do tego?
-To długa historia - i odszedł. Tak po prostu. Luhan zamknął drzwi. Był sfrustrowany i zmęczony. Przebrał się i położył spać. 

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 1

Wszedł do pokoju. Wszystko było w jakiejś dziwnej mgle. Otworzył okno.
- Ktoś tu palił? - nienawidzi smrodu papierosów, a tym bardziej trawki. Pomyślał, że trafił mu się najgorszy współlokator na świecie.

***

-H-hej?- wymamrotał niski chłopak, wchodząc do pokoju.
-Cześć. Jesteś Kyungsoo, tak?
-Tak... Chyba tak... 
-Lu Han. Miło mi. Będziemy współlokatorami.
- Huh... M-mi chyba też... - powiedział, oddając uścisk dłoni. Potem położył plecak na podłodze i wypakował z nich masę książek. O dziwo, nie do nauki. Zwykłych książek.
-Co tam masz?- zainteresował się chłopak, mówiąc z lekkim chińskim akcentem.
- Uh... To książki... Które mam zamiar przeczytać... W ciągu tych dwóch miesięcy... - zaczerwienił się lekko. - Jeżeli chcesz, to mogę ci je... Pożyczać - dodał szybko.
-Mogę spróbować je czytać... Ale nie wiem, na ile je zrozumiem. Trochę trudno mi czytać hangul- uśmiechnął się nieśmiało Lu.
- Z chęcią ci pomogę! - wypalił Soo. - Oczywiście, jeżeli chcesz...
-Byłoby super- ucieszył się Chińczyk.-Nie myślałem, że poznam tylu miłych ludzi w Korei.
- Uh... Dziękuję... Ale... Nie wszyscy są mili... - dało się słyszeć krzyki. - O tym mówię.
-A tym co się dzieje?- mruknął.

***

Kiedy otworzył drzwi, ujrzał na jednym z łóżek chłopaka z ciemnymi włosami i oczami zrobionymi 'na pandę'. Położył swoje rzeczy i rzucił się na drugie łóżko.

***

Kris rozpakował się i położył pompony na swoim łóżku. Miał się oddać zamyśleniu, gdy drzwi wybuchły. Wybuchły, ale były całe.
-No heeej!!!
Popatrzył na chłopaka. Miał twarz jak mały elfik.
-Ummmm... Hej?
-Jongdae jestem! A ty?
- Kris...
- Ej, wiesz co?
- Hm...?
- Wypierdoliłem drzwi z zawiasów, ale są całe, miło mi!
- Aha... To fajnie.
- Ojej, ty też tańczysz????
- Tak...
- To myślę, że się zakolegujemy...!
- Byłoby wtedy zaje... - przerwały mu krzyki na korytarzu.

***

-Zajebistość weszła do pokoju- oznajmił drobny brunet z oczami mocno podkreślonymi linerem.
-Taaa, jakieś pół godziny temu- odparł szarowłosy chłopak leżący na łóżku.
-Jestem Baekhyun.
-Kai. Zapamiętaj lepiej to imię.
- Jasne, jasne... - powiedział wymijająco, wyjmując z torby jedną kosmetyczkę... Potem drugą... W sumie cztery. W ogóle nie zwracał uwagi na drugiego chłopaka. A co się nim będzie przejmował. Kolejny plebs i tyle. Zaczął się rozpakowywać.
-Więcej tego nie dało się zabrać?- prychnął Kai, patrząc na kosmetyczki. Fascynujące. Wziął jedną i rozpiął. Ukazała mu się cała kolekcja eyelinerów.
-Wow. Jesteś zboczeńcem, huh?
- Uh. Nie dotykaj tego - oburzył się chłopak, wyrywając drugiemu kosmetyczkę. - W ogóle nie dotykaj moich rzeczy. I dla twojej wiadomości: nie. Nie jestem zboczeńcem.
-Skąd mam wiedzieć, gdzie sobie wsadzasz te pędzelki?- na twarzy szarowłosego pojawił się kpiący uśmieszek.
- To na pewno nie jest twój interes. Ani nic, co jest ze mną związane. Możesz, więc poszukać sobie innych koleżków... Takich jak ty - powiedział ironicznie. Co za zjeb. Dlaczego właśnie z nim musi mieszkać w pokoju? Pokręcił głową z poirytowaniem. Nie miał siły na takich idiotów.
-Idź się ugryź- warknął.
-Ugryźć to mogę ciebie.
Lekko go go zamurowało.
- Co...?
- Twój poziom inteligencji powala. Jednak bym cię nie ugryzł... Jesteś zbyt...
- No jaki...
- Ob... - nie dane mu było dokończyć.
- Hej, jestem Suho, a ten obok to Xiumin... Jesteśmy z samorządu. Ja to przewodniczący na naszym roku, a on to wiceprzewodniczący. Jeżeli będziecie mieli jakieś zastrze...
-NIE CHCĘ MIESZKAĆ Z TYM GOŚCIEM! TO ZBOCZENIEC I...
-Kolega żartuje- uśmiechnął się Kai.
-Aha. Cieszę się, że się dogadujecie. To paaa~
- NIE. SUHO, TAK? SUHO, CZEKAJ! JA NIE MOGĘ Z NIM MIESZKAĆ... NO WEŹ, NIE BĄDŹ TAKI - wybiegł za nim na korytarz. Tamten przystanął w miejscu. Krzyki Baekhyun'a, ściągnęły chłopaków z pozostałych czterech pokoi.
-Co się tu dzieje?- zapytał cicho Kyungsoo. Lu Han obserwował wszystko niepewnymi oczami, aż napotkał czyjeś stalowe spojrzenie. Chłopak przed nim po prostu mroził wzrokiem otoczenie.
- Matko, musicie się tak drzeć? - zapytał chłopak-panda. Wyglądał jakby był zmęczony życiem.
- Pierwszy dzień i już się kłócą - wymamrotał Jongdae.
- A mnie to wszystko lata i powiewa, wesoło na jednorożcach~
-Boże, co za chaos- westchnął Suho.-Nie zmieniamy składów pokojowych. Nie pierwszego dnia. Spokojnie.
-JAK MAM BYĆ SPOKOJNY...
-Hej, wyluzuj- powiedział wysoki chłopak o przyjemnym, głębokim głosie. Baekhyun zamarł, patrząc na niego wielkimi oczami. - Ja mieszkam z narkomanem, więc wiesz - dodał, wskazując na chłopaka od jednorożców.
- Skoro już tak sobie stoimy może się zapoznajmy, hm? Jestem Jongdae. Dziki Jongdae. Albo Chen. Jak wolicie... - wiceprzewodniczący patrzył na niego maślanymi oczami. - A to jest Kris! - dodał. Panda spojrzał na wspomnianego chłopaka i szybko odwrócił wzrok.
-Jestem Luhan, a to Kyungsoo.
Wspomniany zarumienił się lekko, opuszczając wzrok.
-Kai. Ten krzykacz to Baekhyun i przepraszam za niego. Trochę się zdenerwował.
-Jak widać już mu przeszło- wysoki uśmiechnął się szeroko.-Jestem Chanyeol. Ten ćpun to Lay.
-Nie jestem ćpunem!- jęknął koleś od jednorożców.
- Mam na imię Tao... Ale w sumie i tak nie wiem po co wam to mówię. No nic - powiedział panda.
- Sehun - powiedział tylko ten ze stalowym spojrzeniem.
- No i fajnie. Ja i Xiumin mieszkamy na końcu tego korytarza. Jakby były jakieś problemy przychodźcie do mnie lub do niego.
- Uh... Ale tu drętwo. Idziemy na jakąś imprezę zapoznawczą? Albo coś? - powiedział Chen.
- Ah, właśnie. Dzisiaj o osiemnastej odbędzie się dyskoteka zorganizowana specjalnie dla klas pierwszych. Jak chcecie, to wpadajcie.
- Um, a gdzie?
- Na sali gimnastycznej - odparł Xiumin.
- Przyjdziesz? - zapytał Jongdae.
- Mhm... A ty?
- Jasne. Jeżeli nie chcę dzisiaj umrzeć będę musiał gdzieś wyjść - podczas rozmowy tej parki, inni zaczęli gadać ze sobą.
-Już lepiej?- dopytywał Chanyeol Baekhyuna.
-Tak... Tylko on mnie wnerwia.
-Wyluuuzuj. Nie musisz się z nim zadawać. Spoko.
-Jesteś fajny- zaśmiał się cicho niższy.
Luhan cały czas mierzył wszystkich wzrokiem. Szczególnie obojętnego Sehuna. Był fascynujący.
-Hej, mały, a ty czemu tak cicho siedzisz?
Kyungsoo popatrzył wielkimi oczami na Kai'a.
- Uh... Z-zawsze tak m-mam... - jąkał się Soo.
- Ale spokojnie... Przecież nie musisz się denerwować. Nie wierz temu palantowi od krzyków - powiedział, siadając pod ścianą. - Chodź, klapnij sobie.
W tym czasie energiczny Kris podszedł do znudzonego Tao.
-Hej młody, czemu jesteś taki smutny?
-Moje życie nie ma sensu...
-No weź przestań! Każde życie ma sens...
-Odejdź...
-Heeej, uśmiechnij się!
-Uśmiechnę się po śmierci...
- Ty to masz wesołe myśli...
Lay śpiewał sobie „Jednorożce, jednorożce na puchatych chmurkach... Chciałbym zobaczyć jednorożce... Odwiedźcie mnie jednorożce”, kiedy na kogoś wpadł. Zaśmiał się wesoło.
- Hihihi... Jesteś jednorożcem...?
-Nieee... Jestem przewodniczącym samorządu i nie możesz ćpać w szkole.
-Blablabla~
Xiumin zaśmiał się, patrząc na Suho. Co za kretyyni.
-Idę do pokoju poczytać...- szepnął Kyungsoo i zniknął. Luhan wciąż obserwował chłopaka o stalowym spojrzeniu.
- Jesssu, chłopie, musisz się tak na mnie patrzeć? Wyglądasz jak jeleń na polowaniu - powiedział w końcu.
- A tak w ogóle to o co wam poszło? - zapytał Chanyeol Baek'a.
-O wszystko. To straszny zboczeniec.
-Ummm...- Luhan pobladł. Nie potrafił znaleźć słów po koreańsku, miał w głowie pusto. Zaczął gadać więc po chińsku.-Przepraszam, nie chciałem cię denerwować, zastanawiałem się tylko, czy ty się kiedykolwiek uśmiechasz i...
- Zboczeniec? A co chciał niby zrobić?
- Ugryźć mnie...
- Przepraszam na chwilę...
Halo~ No już jestem w szkole... Kicia nie martw się... Tak... Jest dobrze... Nom... Pa pa... Też cię kocham... Paaa...
- Uh... Nie rozumiem... Możesz po mojemu. Proszę? - powiedział Sehun.
Luhan ukrył twarz w dłoniach.
-On mówi, że zastanawiał się, czy umiesz się uśmiechnąć. I przeprosił za denerwowanie cię- powiedział emopanda.
-Mówisz po chińsku.
-Jestem Chińczykiem, tak jak on. Ignorancie. 
- Po co mu to powiedziałeś? - zapytał Lulu, czerwieniąc się jak truskawka.
- Dlaczego miałby nie wiedzieć?
W tym czasie Baek dalej gadał z Chanyeol'em.
- Huh... Kogoś masz?
- Tak... Moja dziewczyna nie była za bardzo ucieszona, że tu przyjeżdżam. Koszykówka to moje życie i mimo tego, że ją kocham to... Muszę grać. A ty...? Masz kogoś?
-Nie. Raczej nie zamierzam w najbliższym czasie- Baekhyun poprawił grzywkę.-Miłość zamienia ludzi w bezmózgów.
Sehun patrzył na tego małego Chińczyka. Coś w nim było. Coś fascynującego.
Musiał uciekać. Fascynujący ludzie są źli.
-Pójdę... Do... Kyungsoo...- powiedział powoli Lu i zniknął za drzwiami.
- Uh. Boli mnie łeb! - jęknął nagle Lay.
- Nie dziwię się...
- Kim ty w ogóle jesteś... Nie czekaj. Ty nie jesteś tym jednorożcem?
-Nie, jestem przewodniczącym.
-Ooo... Garniturki i krawaty... Tak jest, panie Grey.
-Co ty jarałeś?
- Uh, sam nie wiem. Mój ziomeczek mi coś dał i wysłał do szkoły. To z kim mieszkam? Z tym wielkoludem?
- Taaak...
- To do zobaczenia, Chen...
- Narazie, Xiumin! Wpadnij na imprezę, bo będzie dziko z dzikim Jongdae!
(...
Co kurwa xDDDD ~Ree)

***

-Boże, tak totalnie się zbłaźniłem- jęknął Luhan, zamykając za sobą drzwi.
-Co się stało?- westchnął Kyungsoo, podnosząc głowę.
-Ja... Zapomniałem koreańskiego... I... 
- Stało się coś złego?
- Spytałem Sehun'a po chińsku, czy kiedykolwiek się uśmiecha...
- Ale on przecież nie zna chińskiego... Prawda?
- No nie zna... Ale Tao zna...
- Czekaj... A Tao, to który...?
- Uh... Ten chłopak, który cały czas jest smutny i ma makijaż jak panda.
- A, ok.
-I Tao mu to przetłumaczył...
-Oj...- Kyungsoo podszedł do niego i pogłaskał po ramieniu.-Był zły?
-Nie wiem.... Patrzył na mnie... Więc uciekłem.
Koreańczyk westchnął cicho.
-Będzie dobrze.
- A ty... Czemu tak nagle uciekłeś?
- Uh... Nie czułem się tam zbyt dobrze... I jeszcze ten Kai... Nie wiem... Nie przepadam za takimi ludźmi... Są tacy... Uh...
- Rozumiem. Co tam ciekawego czytałeś? - Luhan spojrzał na książkę, leżącą na łóżku.
-Ummm... "Piotruś Pan"...  Tłumaczone...- Soo zarumienił się trochę.
-Ale super! Czytałem to w Chinach- oczy chłopaka rozbłysły.-Pożyczysz mi ją potem?
-Jasne- uśmiechnął się nieśmiało Koreańczyk.

~~~~~~~~~
Pierwszy rozdział na Mikołajki. Taki prezent ode mnie i Ree. Wesołych Mikołajków!
~Yuu

Prolog

-Musisz wyjeżdżać?
-Mamo, to najlepsza szkoła w Seulu...
Kobieta westchnęła, głaszcząc swojego syna po ciemnych włosach.
-Martwię się, że cię zmienią albo zakrzyczą.
-Mamo, nic mi nie będzie.
-Kyungsoo, uważaj na siebie. Proszę.
-Będę uważał.

***

- Tylko nie rozrabiaj tam za bardzo...
- Przecież mnie znasz.
- Właśnie, Kai. Baw się zajebiście!
- Dzięki, bro!

***
-Nie chcę, żebyś jechał.
-Kochanie, mają tam najlepszą drużynę koszykarską. Wiesz, że...
-Większość zawodników reprezentacji zaczynała tam... i co z tego? Jestem mniej ważna niż piłka! Chanyeol oppa!
-To nie tak- chłopak westchnął.
-Jedź już i zadzwoń do mnie. Kocham cię.
-Ja ciebie też. 

***

- Pamiętaj: krem na noc, krem na dzień... I zapas eyelinera!
- Pamiętam...
- I pisz codziennie, Baekkie.
- Ja bym nie pisał? Zdjęcia codziennie...!

***

-Masz tam sprawdzonego dilera?
-Będę musiał chyba odwyknąć...
-Boże, stary- postać zaniosła się histerycznym śmiechem.-To było zabawne.
-Daj bucha.

***

- Uh. Napewno chcesz być przewodniczącym?
- Jasne. Wątpisz w moje zdolności przywódcze?
- Nigdy.

***

-Pokażesz im, jak się bawić?
-Jasne. I nauczę tańczyć.
-Nie skop tego, elfie. Jedziesz tam głównie ze względu na swoje umiejętności taneczne. Jak cię wywalą...
-Nie nazywaj mnie elfem!

***

- Serio, chcesz być cheerleader'em?
- Dlaczego nie? Lubię to robić.
- Jak tam chcesz.

***

-Nie chcę jechać.
-Pojedziesz i znajdziesz kolegów.
-Nie potrzebuję kolegów.
-Musisz żyć normalnie.
-Życie nie ma sensu.
-Do widzenia.
-Do widzenia, ojcze.

***

- Jesteś za słodki na bycie tylko zastępcą.
- Nie chcę być nikim więcej...
- Dlaczego, Xiu?
- Bo lubię zastępować...

***

-Znajdź sobie miłą dziewczynę.
-Mamo...
-Nie zaczynaj, Han.
-Ale ja naprawdę...
-Jedź już i ucz się dobrze. Chcę widzieć 5 z ekonomii.

***

- Do zobaczenia, mamo...
- Pa, Sehunnie... Otwórz się kiedyś! - krzyknęła za nim kiedy się oddalił.

~~~~~~~~~
Oto prolog do naszego nowego opowiadania. Niedługo pojawi się pewnie rozdział pierwszy... Piszemy je wspólnie z Ree... Pewnie niedługo też i ona coś tutaj doda od siebie. Komentujcie, czy coś tam...
~Yuu
Yoo-hoo~!
Prolog napisany. To, co zdradzę: akcja w szkole, romanse, intrygi, oczywiście dużo mojego humoru. Mam zaciesz teraz xD
Uważajcie.
Kapitan Kłaczek czuwa.
On jeszcze nie zginął, mam takie przeczucie.
~Ree

czwartek, 5 listopada 2015

Heeeej!

SIEMAAAAAANKOOOO!!!! *Macha rękami jak paralityk*
Tutaj Kim Naree, znana przede wszystkim z Asian Yaoi Zero!!! 
To jest blog poświęcony naszym (moim i Yuu noony) odpałom, napadom i fazom- ogólnie opowiadaniom! <333

Po paralitycznym machaniu rękami Ree, mg chyba się przywitać. Jak powiedział wesoły paralityk, tzn nie powiedział, ale ja powiem: Nie wiem, co tu się będzie działo, ale zapraszam i tak *szczerzy się*. Polecam: Shinigami z Siedem Życzeń  XD Nara! c: